Codzienny dramat norweski

Posted on Wrzesień 9, 2011

0


O Andersie Breiviku, Norwegu, który wymordował kilkadziesiąt osób w Norwegii, kilkoro w Oslo, resztę na nieznanej norweskiej wyspie Utoya (teraz już znanej), wiemy już chyba wszystko. Co jada na każdy posiłek i jakiego koloru ma po nich stolec. Kim byli jego ojciec i matka, jakie traumy przeżył w dzieciństwie i czym zajmuje się w swoim dorosłym życiu. (Większość z tego znajdziecie na profilu Breivika w Wikipedii.) Wszystkie informacje podane są z drobiazgową dokładnością porównywalną do tej, z jaką relacjonowano strzał Mehmeta Ali Agcy do Jana Pawła II w 1981 roku. Takiej staranności jednak nie okazano w relacjonowaniu śmierci, dajmy na to Carla Giulianiego, zamordowanego przez włoskiego policjanta w Genui w 2001 roku w czasie protestów przeciwko grupie G8, czy w relacjonowaniu zamachów Izraela na ludność palestyńską, gdzie dziennie ginie po kilka lub kilkanaście osób.

Ciekawa jest owa wybiórczość jakości informacji. Bardzo solidna, jeśli chodzi o kwitnącą cywilizację zachodnią, w szczególności Twierdzę Europę i dość zdawkowa w przypadku innych regionów świata, szczególnie tych znacznie od Europy oddalonych. To, co się dzieje w dalekiej Azji (bo z bliską jesteśmy jeszcze jako tako zaznajomieni), w Afryce środkowej czy zaoceanicznej Ameryce Południowej nie bardzo nas dotyczy. Po pierwsze dlatego, że daleko od pachnącej, bezpiecznej cywilizacji europejskiej, a po drugie, że są to inne kultury, których nie rozumiemy. I zrozumieć nie za bardzo chcemy, bo dość mamy swoich problemów (brakuje nam tu jeszcze zmartwień na temat tego ilu Syngalesów wymordowali dziś Tamilowie i co robić z obozami zagłady w Korei Północnej). Szkoda zachodu, dzikusy wymordują się same i będzie spokój. Szansa dla Europy na nowe terytoria.

Kilka dni temu szaleniec Breivik zamordował kilkadziesiąt osób w Norwegii (tak, w tej krainie miodem i mlekiem płynącej). W Europie w XXI wieku! Niesłychane. W dodatku nie był żadnym brodatym Talibem ani latynoskim mafiozą. Był zwyczajnym, nudnym chrześcijańskim fundamentalistą, jakich tysiące są wśród nas. Albo jak chcą inni, był zakiszonym tradycjonalistą, który do kiszenia ogórków dodaje wyłącznie koper i czosnek, i ukręci łeb każdemu, kto będzie chciał je spaprać gorczycą i świeżym estragonem.

Cóż to za hipokryzja, europocentryzm wymieszany z euroszowinizmem i małostkowość nami kieruje, że w tak perfidny sposób selekcjonujemy informacje i zgrabnie nimi manipulujemy, aby spełniły nasze oczekiwania i dostarczyła pożywki, jakiej oczekujemy. Aktualnie, w Roku Afryki, ONZ ogłosiło klęskę głodu, gdzie dzienna śmiertelność wynosi ponad dwa zgony na 10 tysięcy osób. W krajach rozwijających się (czyli we wszystkich tych, które dopiero będą drugą Norwegią) rocznie umiera 2 (słownie: „dwa”) miliony noworodków w ciągu pierwszej doby życia (obrońcy dopiero-co-poczętego-życia spokojnie! Więcej informacji znajdziecie w internecie na www.google.com). Co 15 minut na świecie ktoś umiera z powodu zarażenia wścieklizną. Według UNICEF-u w Indiach z powodu biegunki umiera rocznie 380 tysięcy dzieci. Na AIDS co godzinę umiera dwieście osób. W Etiopii co roku umiera 10 tysięcy ciężarnych kobiet – ofiary nielegalnych aborcji. W Meksyku co roku ginie blisko 800 migrantów z Ameryki Południowej i Środkowej o nieuregulowanym statusie. A w Japonii, którą drugą chciał z nas zrobić prezydent Wałęsa, pod kołami pociągów ginie rocznie dwa tysiące Japończyków. Itd., itd.

I jakoś całymi dniami w mediach o tym nie trąbią. Nie zaprasza się jednego za drugim eksperta, żeby przeanalizował zależności pomiędzy rozkładem pociągów w Tokio a stopą umieralności w Osace. W somalijskim Mogadiszu nikt nie organizuje marszów milczenia w intencji milionów umarłych z głodu. Nikt pod ambasadą Indii w Sztokholmie ani w Paryżu nie kładzie wieńców i nie zapala zniczy, by uczcić śmierć setek tysięcy dzieci umierających rocznie w konwulsjach biegunki. Nie słyszałem, żeby każdego dnia w Brukselii czy w Oslo minutą ciszy ktoś czcił śmierć dziesiątków migrantów ginących na wodach Morza Śródziemnego. Ani żeby rozprawiali godzinami o rodzinach osób umierającymi setkami na AIDS… Nikt nie robi wywiadów z ojcami dziesiątków bezdomnych co roku zamarzających na warszawskich ulicach. Nikt nie pisze kolorowych artykułów o matkach tysięcy porywanych na całym świecie dziewczyn zmuszanych do prostytucji i pozostawionych samym sobie. Nie. W cywilizowanej Europie za to drukuje się koszulki i naklejki z napisem: „Wyluzuj, nie bądź taki Breivik!”