Państwowa logika represji

Posted on Sierpień 10, 2010

0


Żyjemy w czasach, w których policja ściga i prześladuje ludzi  próbujących ciężką pracą zarobić na życie swoje i swoich rodzin. Sytuację taką obserwujemy na targowisku przy budowie Stadionu Narodowego na warszawskiej Pradze. Policjant, w „obronie polskiego prawa” i „interesu państwowego” zdolny jest zabić człowieka za to, że sprzedaje buty i skarpetki z podrobionymi znakami towarowymi Nike czy Adidas. Nie ulega wątpliwości, że w obliczu prawa jest to niedozwolone, ale  na pewno nikt nie ma prawa, bez względu na piastowane stanowisko i funkcję, strzelać do człowieka dlatego, że handluje nielegalnym towarem. Potem w prasie można przeczytać, że bohaterska policja nadstawia pierś broniąc interesu korporacji. Słabe to jednak alibi by z imigrantów robić tarcze strzelnicze.

Policja zawzięcie i bezwzględnie ściga ludzi, którzy próbują dorobić parę groszy na utrzymanie rodzin. Młot władzy jest szczególnie okrutny dla imigrantów, którzy są w potrzasku przepisów. Nie mogą podjąć pracy, gdyż nie mają uregulowanego pobytu, a jak już uda im się zarejestrować w urzędzie pracy, nikt ich nie chce zatrudnić bo nie są biali, nie są synami i córkami narodu polskiego a w dodatku pewnie narkomani. Należałoby im się raczej ostre szorowanie i kwarantanna, taka sama jaka obowiązuje zwierzęta tropikalne.

Powstaje pytanie, czy policja ścigając sprzedawców podrobionych towarów faktycznie broni „interesu państwa”? Władza krzyczy, że interes państwa jest bezczelnie ograbiany bo handlarze nie płacą podatków. Policja stojąc na straży interesów prywatnych korporacji pilnuje, żeby sprzedawca odprowadził należny haracz państwu w postaci podatku. Tym samym korporacje i państwo mają się świetnie a sprzedawcy żyją w ciągłym strachu policyjnej obławy i szantażu deportacji. Tym czasem baronowie  firm, których podrabiane produkty sprzedaje się na ulicach, nabierają wody w usta, bo nie chcą być kojarzeni z uliczną bandyterką, której kołem zamachowym jest policja. Zastanawiające, że władza z równą zajadłością nie ściga bosów międzynarodowych korporacji za nadużycia finansowe i nagminne łamanie podstawowych praw pracowniczych.  Nie słyszałem aby policja goniła po ulicy i skuwała w kajdanki bosów firm Alpine Bau Deutschland AG,  Hydrobudowa Polska SA czy PBG S.A., głównych wykonawców budowlanych na Stadionie Narodowym, za to, że przy budowie Stadionu Narodowego zatrudniają „na czarno” Uzbeków i Ukraińców za złotówkę za godzinę.  Póki przestępstwo dzieje się w interesie władzy wszystko ma pokrycie w odpowiednich kwitach i fakturach, ale jeśli wykracza poza zaklęty krąg korporacyjno-partyjnych decydentów, staje się zbrodnią.

Państwowa logika represji nie wykracza poza prosty, acz sugestywny mechanizm iście z mafijnych fabuł: jesteś z nami, albo przeciwko nam. Władza w rękach elity równo skrojonej na potrzeby rynkowe, to narzędzie napychania sobie kieszeni banknotami o wysokich nominałach bez oglądania się na straty. Liczą się dochody. Życie człowieka, szczególnie gdy jest niemal w całości ubezwłasnowolniony przez system państwowej kontroli jak to się dzieje w przypadku imigrantów, znaczy niewiele w obliczu bajecznych zysków jakie władza czerpie z oficjalnych i nieoficjalnych podatków. Z rozmów ze świadkami wynika, że policja na stadionie niejednokrotnie pobiera „podatek” niejako w drugim obiegu. Znów sięgając do terminologii mafijnej – „ściąga haracz”. Innymi słowy, policja kontroluje rynek podrobionych Adidasów i gaci z napisem Nike. Sprzedawca uliczny nie ma dużego pola manewru. Jeśli chce mieć spokój, musi odpalić działkę „tajniakowi”. Jeśli nie chce współpracować, płaci mandat albo jego towar jest konfiskowany a sam trafia do aresztu. Sprzedawcy – imigranci nie mają takiego rażenia jak szefowie firm Nike i Adidas, którzy niewielkim wysiłkiem są w stanie przekupić „państwowych bandytów”. Nie wspominając o  Narodowym Centrum Sportu nadzorującym budowę Stadionu Narodowego, podległego Ministrowi Sportu i Turystyki, gdzie ręka rękę myje i nadużycia w zatrudnieniu imigrantów są skrzętnie tuszowane.

Bojówki policyjno-graniczne robią czystkę w „interesie państwa” a tym samym władza wychodzi z twarzą. Represje w stosunku do imigrantów mają się świetnie, uświęcone narodowym kazaniem i rasistowską retoryką skrupulatnie skrojoną na potrzeby neoliberalnej nowomowy w obronie „polskich kobiet i polskich miejsc pracy”.

Tekst ukazał się na stronie Solidarnizmaksem.bzzz.net

Posted in: felieton, no border